Na początek blokowane nielegalne firmy bukmacherskie. Co następne?

Jednym z głównych tematów debaty publicznej była ostatnio informacja o chęci przejęcia kontroli nad siecią przez PiS. To za sprawą „Gazety Wyborczej”, która w roboczym projekcie noweli ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, przygotowanym w kierowanym przez Annę Streżyńską Ministerstwie Cyfryzacji, dopatrzyła się zagrożenia dla demokracji.

Metoda PiS jest dość prosta. Nie uderza bezpośrednio w samych internautów, nie wprowadza się dla nich żadnych zakazów ani nakazów. Blokuje się – tylko i aż – dostęp do określonych witryn. Których? Tych, do których dostęp Polaków byłby niepożądany. A o tym, do których stron dostęp jest niepożądany, najpierw co do kierunku decydują politycy, a następnie, już w szczegółach – urzędnicy Ministerstwa Finansów i już niebawem członkowie Komisji Nadzoru Finansowego.

Teraz blokowany jest dostęp do stron firm bukmacherskich, które w Polsce nie płacą podatków (stosowna ustawa obowiązuje od 1 kwietnia 2017 r.), za chwilę będą to strony przedsiębiorców uznanych przez KNF za nieuczciwych (resort finansów już przygotował projekt).

Nowelizacja ustawy o grach hazardowych, która wprowadza mechanizm blokowania stron firm bukmacherskich nieposiadających zezwolenia wydanego przez ministra finansów (i nieodprowadzających w Polsce podatków), weszła w życie 1 kwietnia 2017 r. (w pełni funkcjonuje od 1 lipca). Od tego dnia działa Rejestr Domen Służących do Oferowania Gier Hazardowych. Niezgodnie z ustawą. Urzędnicy wpisują do niego domeny internetowe, które przedsiębiorcy telekomunikacyjni mają obowiązek zablokować. Jeśli tego nie uczynią, narażą się na kary idące w setki tysięcy złotych. Teraz w rejestrze znajduje się 913 pozycji. Codziennie przybywają nowe.

– Blokowanie stron nie jest skutecznym narzędziem. Istnieje kilka technicznych możliwości obejścia blokady i są one powszechnie dostępne – mówi Krzysztof Izdebski, dyrektor programowy Fundacji ePaństwo.

Ten sam argument w toku prac nad ustawą wysuwała zresztą minister Streżyńska.

„Najskuteczniejszym mechanizmem (…) jest zablokowanie przepływów finansowych do podmiotów czerpiących zyski z >>nielegalnego hazardu<<. Wydaje się, że to rozwiązanie może być rozwiązaniem optymalnym i gwarantującym zamierzony przez wnioskodawcę efekt, a tym samym nieingerującym głęboko w prywatność oraz w neutralność internetu. Ponownie więc proponuję dopracować w projekcie ustawy przepisy regulujące skutki prawne zawarcia umowy na dostarczanie usług finansowych i zrezygnować z zamiaru blokowania stron internetowych jako mechanizmu niedającego skutecznego efektu” – tak pisała do sekretarza Rady Ministrów.

 

Apele Streżyńskiej nie przyniosły efektu. Co prawda resort finansów złagodził w projekcie przepisy dotyczące blokowania domen, ale z nich nie zrezygnował. To, co udało się wywalczyć – urzędnicy w resorcie nie kryli, że zmiana nastąpiła wskutek tekstu DGP oraz krytycznego stanowiska Fundacji Panoptykon – to jednoznaczne przesądzenie, że blokowane będą jedynie domeny podmiotów oferujących gry hazardowe, a nie także tych wymieniających nazwy firm na cenzurowanym (zablokowana zostałaby np. strona GazetaPrawna.pl, jako że piszemy o rynku bukmacherskim, także tym nielegalnym). Wprowadzono też mechanizm kontrolny. Pierwotnie od decyzji urzędników resortu finansów o wpisaniu domeny na listę blokowanych przysługiwało odwołanie do ministra finansów. Na finiszu prac nad ustawą wprowadzono jednak kontrolę sądową. Decyzję o umieszczeniu w rejestrze można po prostu zaskarżyć. I – jeśli dobrze pójdzie – po dwóch, trzech latach uzyskać wykreślenie domen z ministerialnego wykazu zakazanych.

Krzysztof Izdebski, podkreślając nieskuteczność blokowania domen, ma mocne argumenty. Po pierwsze, łatwo o pomyłkę przy wpisywaniu domeny na listę.

Na dowód wystarczy przytoczyć, że Ministerstwo Finansów umieściło na niej (na krótki czas) jedną ze swoich stron internetowych.

Po drugie, zabezpieczenia bardzo prosto obejść. W internecie roi się od poradników, dzięki którym w ciągu minuty można wejść na stronę, na którą oficjalnie wstępu nie ma.

Po trzecie, trwa nieustanny wyścig urzędników z tzw. nielegalnymi bukmacherami. 24 sierpnia do rejestru blokowanych domen dopisano dwie zarządzane przez firmę BetClic. 26 sierpnia BetClic poinformował użytkowników, że mogą na strony bukmachera dostać się, korzystając z innych adresów WWW. Te na razie są dostępne.

Ministerstwo Finansów – mimo zastrzeżeń – uważa, że blokowanie domen jest świetną decyzją. Chwaliło się nią kilka tygodni temu u nas na łamach. Na dowód wskazano, że w drugim kwartale tego roku liczba zakładów wzajemnych (czyli przede wszystkim obstawianie wyników zdarzeń sportowych) zawartych przez internet u bukmacherów posiadających zezwolenie na prowadzenie działalności w naszym kraju zwiększyła się o 119 proc. w stosunku do roku poprzedniego. Trudno sądzić, by internauci rzucili się do gry. Po prostu zmienili bukmacherów, u których grają, na tych, na których strony łatwiej się dostać.

Wzrastają też przychody firm odprowadzających w Polsce podatki. Z kwartału na kwartał zwiększyły się o ponad 30 proc. – Mimo krótkiego okresu obowiązywania nowej ustawy o grach hazardowych efekt został osiągnięty – uznał wiceminister finansów Piotr Walczak. I nie krył zadowolenia, że lepszy los legalnych bukmacherów to korzyści dla Skarbu Państwa. Tylko w 2017 r. dzięki tej zmianie wpłynie do budżetu o ok. 250 mln zł więcej z podatku od gier niż przed rokiem.

Czy planują państwo wprowadzenie blokowania domen w innych gałęziach gospodarki niż hazard? – takie pytanie zadałem wiceministrowi finansów Wiesławowi Janczykowi pod koniec marca 2017 r.

Jego odpowiedź była jednoznaczna: Nie, nie planujemy. Minister przyznał, że to skuteczny mechanizm, ale jego stosowanie groziłoby posądzeniem o chęć zawłaszczenia sieci. Z takimi zarzutami zaś rząd mierzyć się nie chce. Dlatego na grach hazardowych należy skończyć.

 Nie minęło pół roku od przyjęcia w Polsce pierwszej ustawy, która przewiduje blokowanie stron internetowych, a już mamy kolejny projekt. To efekt, przed którym wielokrotnie ostrzegaliśmy, krytykując podobne pomysły w przeszłości. Przekroczenie Rubikonu, jakim było dopuszczenie politycznej ingerencji w infrastrukturę komunikacyjną internetu, powoduje, że każdy kolejny krok będzie, niestety, mniej szokujący dla społeczeństwa i łatwiejszy dla władzy – przestrzega Wojciech Klicki z Panoptykonu.

Czytaj więcej na stronie gazetaprawna.pl

 

Na początek blokowane nielegalne firmy bukmacherskie. Co następne?
5 (100%) 1 vote

Comments are closed.